Jestem miłośnikiem obrazu. Uwielbiam każdy rodzaj fotografii, gdyby zebrać do kupy wszystkie urządzenia służące mi do uwieczniania piękna tego świata zebrałaby się spora kupa: byłby tam 60letni Rolleiflex, Nikon z lat 80, Zenithy, Smieny i jeszcze parę analogowych zabawek. Na co dzień używam jednak cyfrowych Nikonów i malutkich GoPro, odpornych na moje najgłupsze pomysły i ogólną niezdarność. Mam też sympatycznego drona, który nie służy do ostrzeliwania afgańskich wiosek. Ostatnio mam jednak nową miłość – filmy i fotografie VR. Co to znaczy? Otóż są to kamerki rejestrujące obraz w 360 stopniach. Niestety, trzeba oglądać go w okularach VR (np. Samsung Gear czy Oculus). Zaręczam, że w przeciągu kilku lat będą we wszystkich domach. tymczasem wielu z nas musi się zadowolić oglądaniem takich filmów na monitorach komputerów, jedynie przesuwając myszką obraz dookoła. W takim wypadku, umówmy się, szału nie ma. Ale gdy oglądam zamieszczony poniżej film z Grenlandii w goglach VR naprawdę czuję się, jakbym znowu tam był 🙂 I nie przeszkadza mi nawet średnia jakość obrazu (koniecznie odtwórz w najwyżej rozdzielczości!), ani „szwy” na obrazie wynikające z niedoskonałości sprzętu renomowanej firmy, której nazwę łaskawie pominę. Obecnie używam kamerki Samsun Gear 360 i mogę ją z czystym sercem polecić 🙂

Z kamerek 360 korzystam fotografując śluby:

 

Chodząc po ferratach w Dolomitach:

 

I na Grenlandii, choć to było akurat mocno problematyczne. Odtwarzaj tylko w okularach VR lub Google Cardboard!